Kultowe Miejsce w sercu miasta

Wrocław – miasto stu mostów, które znajduje się na liście obowiązkowych miejsc do zwiedzenia nie tylko wśród polskich turystów. Podczas każdego zwiedzania przychodzi jednak moment refleksji, że jednak nie samym podróżowaniem człowiek żyje i po zwiedzeniu piętnastego kościoła i szesnastej kamienicy, każdy z nas musi się po prostu najeść. Bar mleczny na stałe wpisał się w krajobraz polskich miast. Chociaż ceny niejednokrotnie nie przypominają tych z opowieści dziadków, w stolicy Dolnego Śląska znajduje się jeden z ostatnich bastionów barów mlecznych. W samym sercu miasta już od 7:00 strapieni wędrowcy, studenci, profesorowie, samotni i starsi, ci z rodzinami i bez, mają szanse na zjedzenie posiłku w legendarnym już Barze „Miś”.

Bar Miś WrocławBar Mleczny Miś

 

Skąd taka nazwa?

Nazwa Baru stanowi nawiązanie do filmu Stanisława Barei o tym tytule. Na szczęście we wrocławskim Misiu nie będziemy musieli rywalizować ze współtowarzyszem o sztućce, jednak kolejka, relikt czasów PRL, szczególnie w godzinach południowych, gdy trudy nauki sprawią, że liczna reprezentacja okolicznych żaków zapragnie prawdziwego, w pełni glutenowego obiadu, wystanie obiadu będzie nieuniknione.

 

 

Dlaczego bar mleczny Miś?

W celu rzetelnej oceny udaje się do baru trzykrotnie o różnych porach dnia i w różnych dniach tygodnia. Tak naprawdę nie robiłem tego specjalnie, Miś stanowi od czterech lat, tj. od momentu wyprowadzki z rodzinnego miasta, jedno z głównych miejsc, w  których się stołuję.

Powodów jest kilka:

*lokalizacja,
*cena,
*różnorodnośćposiłków,
*stosunek jakości posiłku do jego ceny.

 

Idealna Lokalizacja

Bar Miś mieści się w samym sercu Wrocławia, przy ulicy Kuźniczej 48. Idąc deptakiem z Rynku wystarczy, że będziemy kierowali się cały czas prosto w kierunku Budynku Głównego Uniwersytetu Wrocławskiego. Od progu wita nas zapach stołówki i … kolejka, która niezmiennie od poniedziałku do soboty ustawia się w celu zakupu upragnionego dania. To nie jest zwykła kolejka; to kolejka, którą widujecie na memach z wyprzedaży przy okazji BlackFriday w Stanach Zjednoczonych, więc jeśli macie tylko 10 minut na przerwę na lunch i zamierzacie zjeść na miejscu, może Wam się nie udać.

Powrót do Przeszłości

Kolejki właściwie są dwie: jednak do kasy, druga po odbiór dania. Przed podejściem do kasy warto wcześniej zastanowić się, co dziś chcemy zjeść. Należy przygotować sobie w głowie zestaw awaryjny – topowe dania znikają czasem niespodziewanie z tablicy i pozostaje nam jedynie liczyć na cud w postaci krzyczącej kucharki, że zostały jej jeszcze trzy porcje ruskich garnków. Jest to jednak zdarzenie tak częste jak wygranie trójki w Lotto – zdarza się, ale nie każdemu. Od rana czekają na nas takie klasyki jak jajecznica, jajko sadzone czy zupa mleczna. Koło 10:30 możemy liczyć na naleśniki z serem (prawdziwym, białym, nie z pudełka), racuchy czy ryż z jabłkami i szeroki wachlarz zup. 11:30 to pora dla glutenowych wielbicieli – zwiastuje wkroczenie pierogów ruskich, które choć dla niektórych są niedoprawione, stanowią niezmienny bestseller i przedmiot anegdot, szczególnie wśród absolwentów wrocławskich uczelni. Po 13 dania cyklicznie znikają z tablicy i koło godziny 17 wybór jest już znikomy.

 

Dania Sezonowe

Koniec maja to początek raju glutenowego raju. Obok pierogów ruskich wraz z ostatnimi dniami maja na liście pojawiają się pierogi z truskawkami, z kolei lipiec zwiastuje pierogi z jagodami. Pierogi owocowe są zdecydowanym hitem Misia i wszystkim, szczególnie tym, których stołowanie się w Misiu nie przypadło szczególnie do gustu, proponuję ponowną wizytę, która z pewnością skradnie Wasze serca w 100 % owocowym nadzieniem, bez żadnych dodatków pseudo dżemów czy zagęstniaczy i innych E-potworków.

Możliwość Płatności Kartą

Miś wkroczył w zeszłym roku w XXI wiek, więc od 2 zł możecie za swoje danie zapłacić kartą, a także wziąć danie na wynos do swojego, ale tylko plastikowego, pojemnika lub zakupić jednorazowy w barze. Możecie także wybrać między sztućcami metalowymi a plastikowymi.

Podsumowanie wizyty w Misiu

Miś to legendarne miejsce, ratujące ludzi na wielu życiowych zakrętach. Studentów okolicznych wydziałów, gdy zeszłego wieczoru za dużo zostawili w barze lub wydali na zakupy, starszych ludzi od samotności, mamy od gotowania kilku posiłków dla każdej pociechy osobno, turystów od niestrawności wywołanych jedzeniem w fast foodach, moich kolegów jajecznicą, gdy kac morderca nie pozwala na najprostsze czynności życiowe, niejedną znajomą od gotowania obiadu na niespodziewaną wizytę przyszłej teściowej, która nie je na mieście.

Wycieczkę do Baru polecam każdemu, nie tylko w celu zjedzenia stosunkowo taniego obiadu, ale także po to, by poczuć atmosferę minionej epoki, gdy ludzie nie mieli Internetu i zamiast scrollować Facebooka, rozmawiali ze sobą czy to w kolejce, czy to przy stole. Do zobaczenia w Misiu!

Bar Mleczny Miś
5 (100%) 1 głosów

Polecane: